07.07.

Bez wiary, że każde cierpienie jest po coś, zwariowałabym już dawno.

Dzisiaj wiem (i to zawdzięczam przede wszystkim Mojej Przyjaciółce Ani), że cierpienie to jedna z najpiękniejszych form modlitwy. Nie musi być dobrze, nie musi być szczęśliwych scenariuszy, ale musi być wiara, która pomaga, gdy już nic innego nie pomaga.

Dziękuję.

03.04.

Dlaczego boli tak bardzo?

Właściwie czym jest to, co tak bardzo boli?

Czasami wykazuję przejawy powrotu do świata żywych, ale nie ma w tym ani trochę życia. Śmiać się potrafi także lalka na baterie, a merdać ogonem z radości piesek interaktywny. Tylko, że w środku te zabawki nie czują nic, bo nie żyją. Ja też czuję się, jakbym nie żyła. Jakby ten cały mój świat kręcił się poza mną.

Kolokwium z biochemii napisałam na 86%. Powinnam być z siebie dumna, a jaka jestem?

Najgorsza.

29.03.

Dzisiaj ogromny postęp polegający na tym, że postanowiłam, że pójdę jutro odrobić wtorkową fizjologię z inną grupą. Wow, serio? Tak. Obym tylko zdołała wstać na tę 8 :)

Nauka dziś szła baaaaaardzo powoli. Wydajność spadła mi koszmarnie w ostatnim czasie, ale dobrze, że jest jakakolwiek.

Ja się z tego wygrzebię. Już niedługo… Muszę. I to jak najszybciej. Medycyna nie poczeka. 

28.03.

Czuję się taka samotna pod tym kloszem, pod którym zamyka mnie depresja. Nie da się stąd wyjść i nie da się nie odczuwać tutaj samotności.

Odczuwam ogromny strach przed śmiercią i wszędzie ją czuję. Śmierć w różnej ilości śni mi się po nocach, czuję ją w zapachach perfum ludzi, których mijam na ulicy i dopatruję się jej nadejścia w moim pulsującym bólu głowy.

To się kiedyś skończy. Najgorsze minie i będzie lepiej tak, jak to bywało za każdym razem, gdy ona wracała. Wróci dawna ja. Musi wrócić. Taka, jaka jestem teraz, nie żyję tylko istnieję. Ja chcę żyć…

23.03.

Bywałam w ostatnim czasie mniej lub bardziej smutna. Z różnych powodów.

Ale już dawno nie czułam takiej pustki, jaką czuję teraz. Pustka nie ma powodu, bo pustka jest niczym, a jednocześnie czymś… jakby głazem leżącym mi na płucach.

To jest niesamowite, jak ta choroba zmienia mnie o 180 stopni. Jak czyni mój śmiech jedynie zbiorem dźwięków wydobywających się z krtani, bez żadnego emocjonalnego podłoża. Jak zabiera motywację i chęć do spełniania moich największych marzeń. Jednocześnie to ona daje mi „siłę”, aby udawać przed wszystkimi, że jest w porządku, bo przecież tego nikt nie rozumie i nie zrozumie, a robienie z siebie ofiary nigdy nikomu nie wyszło na dobre.

Wiem co oznacza jej powrót. Nie wiem kogo nadejścia boję się bardziej: jej czy śmierci…

Tydzień nie przyjmowałam leków i upadłam nie na żarty, ale na serio. Czy ja kiedykolwiek odstawię ten chemiczny syf?

21.03.

Pomimo moich starań, aby wmówić sobie, że wszystko po mnie spływa, jak po kaczce, stało się zupełnie odwrotnie – to wszystko we mnie wsiąknęło i zrobiło mnie taką ciężką, jak ciężka jest nasączona wodą gąbka.

Wzięłam sobie „urlop” na studiach. Na czym on polega? Niestety nie na tym, że spokojnie odpoczywam, ale na tym, że chociaż wstaję z łóżka, bo wiem, że nie będę dziś musiała nigdzie iść, nikt mnie nie będzie pytał, gnębił, poniżał, wyśmiewał. Teraz czuję się tak koszmarnie, że bez tej świadomości „wolnego” dnia nie wstałabym wcale. Zwolnienie lekarskie zadziałało w tym przypadku lepiej niż jakikolwiek lek na uspokojenie.

To już przekroczyło granice „zdrowego” dołka, w który czasem wpada każdy człowiek. Muszę się jakoś podnieść i to szybko, żeby mieć do czego wracać.

Tylko jak to zrobić?