09.08.

Według licznika ślub za 780 dni. Dzisiaj została podpisana umowa o wynajęcie sali weselnej. Ja najbardziej byłam zainteresowana tym, ile pieniędzy przepadnie, jeśli zerwiemy umowę.

Wczoraj napisałam T. (który to już raz?), że to koniec. Czasami wydaje mi się, że różnice między nami są nie do przeskoczenia. Kolejny dzień jestem na środkach uspokajających (a raczej otumaniających). Nawet, gdy już się pogodzimy, nie wraca to, co było przed kłótnią. Za każdym razem coś tracimy z tego, co budowaliśmy do tej pory, przynajmniej w moim odczuciu.

Ja chyba po prostu nie potrafię być z nikim szczęśliwa. A zwłaszcza z samą sobą. Odkąd odstawiłam leki (3 miesiące temu…) zauważyłam, że zaczęło się wszystko w moim życiu sypać. Teraz osiągnęłam już stan zbliżony do tej depresji, która kiedyś nie pozwalała mi wstawać rano z łóżka i przez którą popełniłam kilka największych życiowych błędów.

Jak widać szykuje się kolejny….

31.07.

Najpiękniejsze wydarzenie w moim życiu zmieniło się w koszmar (nie tylko dla mnie…), bo ktoś nie umie wyjść poza ograniczenia swojego mózgu i zaakceptować rzeczy, które są tak oczywiste i naturalne, że brakuje mi słów, gdy widzę, że ten ktoś ma z tym problem.

Jestem załamana. Jedyne, co mnie podtrzymuje na duchu to nadzieja, że wszystko się ułoży, że nic nie przepadnie, że będzie tak, jak powinno być. 

KOCHAM CIĘ, T.

13.07.

Znalazłam dziś moje stare pamiętniki sprzed 10-13 lat. Nawet jako 12-letnie dziecko byłam już ciągle smutna. Raniona przez ludzi. Osamotniona i zagubiona.

Nic nie bierze się znikąd.

Taka byłam i taka jestem. Czy taka też będę?

07.07.

Bez wiary, że każde cierpienie jest po coś, zwariowałabym już dawno.

Dzisiaj wiem (i to zawdzięczam przede wszystkim Mojej Przyjaciółce Ani), że cierpienie to jedna z najpiękniejszych form modlitwy. Nie musi być dobrze, nie musi być szczęśliwych scenariuszy, ale musi być wiara, która pomaga, gdy już nic innego nie pomaga.

Dziękuję.

03.04.

Dlaczego boli tak bardzo?

Właściwie czym jest to, co tak bardzo boli?

Czasami wykazuję przejawy powrotu do świata żywych, ale nie ma w tym ani trochę życia. Śmiać się potrafi także lalka na baterie, a merdać ogonem z radości piesek interaktywny. Tylko, że w środku te zabawki nie czują nic, bo nie żyją. Ja też czuję się, jakbym nie żyła. Jakby ten cały mój świat kręcił się poza mną.

Kolokwium z biochemii napisałam na 86%. Powinnam być z siebie dumna, a jaka jestem?

Najgorsza.

29.03.

Dzisiaj ogromny postęp polegający na tym, że postanowiłam, że pójdę jutro odrobić wtorkową fizjologię z inną grupą. Wow, serio? Tak. Obym tylko zdołała wstać na tę 8 :)

Nauka dziś szła baaaaaardzo powoli. Wydajność spadła mi koszmarnie w ostatnim czasie, ale dobrze, że jest jakakolwiek.

Ja się z tego wygrzebię. Już niedługo… Muszę. I to jak najszybciej. Medycyna nie poczeka.