13.07.

Znalazłam dziś moje stare pamiętniki sprzed 10-13 lat. Nawet jako 12-letnie dziecko byłam już ciągle smutna. Raniona przez ludzi. Osamotniona i zagubiona.

Nic nie bierze się znikąd.

Taka byłam i taka jestem. Czy taka też będę?

07.07.

Bez wiary, że każde cierpienie jest po coś, zwariowałabym już dawno.

Dzisiaj wiem (i to zawdzięczam przede wszystkim Mojej Przyjaciółce Ani), że cierpienie to jedna z najpiękniejszych form modlitwy. Nie musi być dobrze, nie musi być szczęśliwych scenariuszy, ale musi być wiara, która pomaga, gdy już nic innego nie pomaga.

Dziękuję.

03.04.

Dlaczego boli tak bardzo?

Właściwie czym jest to, co tak bardzo boli?

Czasami wykazuję przejawy powrotu do świata żywych, ale nie ma w tym ani trochę życia. Śmiać się potrafi także lalka na baterie, a merdać ogonem z radości piesek interaktywny. Tylko, że w środku te zabawki nie czują nic, bo nie żyją. Ja też czuję się, jakbym nie żyła. Jakby ten cały mój świat kręcił się poza mną.

Kolokwium z biochemii napisałam na 86%. Powinnam być z siebie dumna, a jaka jestem?

Najgorsza.

29.03.

Dzisiaj ogromny postęp polegający na tym, że postanowiłam, że pójdę jutro odrobić wtorkową fizjologię z inną grupą. Wow, serio? Tak. Obym tylko zdołała wstać na tę 8 :)

Nauka dziś szła baaaaaardzo powoli. Wydajność spadła mi koszmarnie w ostatnim czasie, ale dobrze, że jest jakakolwiek.

Ja się z tego wygrzebię. Już niedługo… Muszę. I to jak najszybciej. Medycyna nie poczeka. 

28.03.

Czuję się taka samotna pod tym kloszem, pod którym zamyka mnie depresja. Nie da się stąd wyjść i nie da się nie odczuwać tutaj samotności.

Odczuwam ogromny strach przed śmiercią i wszędzie ją czuję. Śmierć w różnej ilości śni mi się po nocach, czuję ją w zapachach perfum ludzi, których mijam na ulicy i dopatruję się jej nadejścia w moim pulsującym bólu głowy.

To się kiedyś skończy. Najgorsze minie i będzie lepiej tak, jak to bywało za każdym razem, gdy ona wracała. Wróci dawna ja. Musi wrócić. Taka, jaka jestem teraz, nie żyję tylko istnieję. Ja chcę żyć…