Medycyna? Nie idźcie tą drogą

Już nie daję rady. Dzisiaj coś we mnie pękło. Popłakałam się. Zażyłam Zomiren. 

Uporczywe mdłości zabijają mnie nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Po kofeinie narastają tak szybko i gwałtownie, że rzadko zasypiam bez plastikowej miski przy łóżku. Na wszelki wypadek. Z kolei bez kofeiny jestem wiecznie senna, przesypiam co najmniej pół doby, a przecież na tych studiach to oznacza jedno – klęskę. I ta klęska się powoli dzieje. Narastają zaległości, a powinna narastać ilość powtórzonego do sesji materiału. Narasta frustracja, stres i nienawiść do tej uczelni oraz do samej siebie – że wybrałam tę drogę. 

Na chuj mi to było?

Ja nie chcę być lekarzem. Kiedyś nie chciałam studiować medycyny, ale chciałam być lekarzem. Od kilku miesięcy męczy mnie potwornie świadomość, że nie chcę już nawet tego „wspaniałego” zawodu (ciekawe, co jest niby takiego wspaniałego w nieustannym stresie i lęku o czyjeś zdrowie i życie, użeraniu się z chorymi ludźmi, którzy w większości nie okazują najmniejszej nawet wdzięczności oraz spędzaniu połowy życia w szpitalu).

Chciałabym się wycofać, ale wiem, że teraz to już niemożliwe.

No chyba, że wycofa mnie życie…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.