11.10.

Boże, już chyba rozumiem, jaki cel ma każdy mój tragiczny upadek. Gdy już wreszcie wstanę, najbardziej na świecie doceniam to, że stoję. Dla innych to oczywista sprawa, że się stoi, dla mnie – każdego dnia niewiadoma…

Każda wygrana godzina, w której siedzę nad książką i się prawdziwie uczę, jest na wagę złota. Każde wyjście na zajęcia, każda podpisana lista obecności, każde wstanie o 6:30, każdy zjedzony normalnie posiłek – to wszystko też jest na wagę złota.

Zdałam sobie sprawę, jak strasznie ta choroba nauczyła mnie doceniać dobre rzeczy. I widzieć powody do szczęścia tam, gdzie inni widzą tylko szarą codzienność…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.