29.09.

Już teraz sam widok nowego planu i harmonogramów ćwiczeń doprowadza mnie do rozpaczy. Odnoszę wrażenie, że pierwszoroczna anatomia wcale nie była taka tragiczna w porównaniu do tego, co czeka mnie na II roku. Zresztą, to nie jest tylko moje wrażenie, bo takie zdanie powielają także studenci starszych lat.

Aż mi niedobrze z nerwów, tak bardzo się boję. Najbardziej chyba samej siebie w tym wszystkim, bo wiem, jak łatwo mnie zrujnować byle słowem czy nawet spojrzeniem. Nie znoszę mojej grupy, nie mogę znaleźć z nimi wspólnego języka i to się niestety także odbija na mojej psychice.

Świadomość, że za 2 dni już mnie nie będzie w domu, lecz będę tam – sama, przytłoczona książkami, wręcz nimi osaczona na 150% – dobija mnie koszmarnie.

Gdzie w tym wszystkim odnaleźć chociaż cień radości, że to jest droga do spełnienia marzeń?

1 Komentarz

  1. W sobie – zmień sposób myślenia…mniej planuj, więcej spony – powinno pomóc. A z depresantami ostrożnie, bo KAŻDE powodują otępienie, a po czasie zaniki pamięci. O tym niestety lekarze nie mówią. No i apetyt na sex też spada. Ważne jest, aby odstawiać ostrożnie (połówki, ćwiartki..)…i zastąpić to dziadostwo terapią. Weź życie pod rękę, bo mocowanie się z nim męczy. Pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.