10.08.

Czuję pustkę. Największą odnośnie mojego związku. Trochę mniejszą – widząc bezsens, kiedy patrzę na siebie na tych studiach w przyszłości. Wszystko jest takie nijakie…

Wznowiłam branie leków. Uciekam we wszystko inne niż myślenie o całym syfie mojego życia. O złych wyborach, których dokonałam. O cierpieniu, jakie przeżyłam i jakie jeszcze mnie czeka. O rzeczach, które robię cały czas źle i w których jestem gorsza od innych. Po prostu skumulowało się całe zło.

Jutro jadę do Mojej J., a w niedzielę idę do pracy. Wrócę w poniedziałek ledwo żywa i chyba potrzebuję być ledwo żywa, bo wtedy się nie myśli o niczym innym niż zmęczenie i ból nóg.