31.07.

Najpiękniejsze wydarzenie w moim życiu zmieniło się w koszmar (nie tylko dla mnie…), bo ktoś nie umie wyjść poza ograniczenia swojego mózgu i zaakceptować rzeczy, które są tak oczywiste i naturalne, że brakuje mi słów, gdy widzę, że ten ktoś ma z tym problem.

Jestem załamana. Jedyne, co mnie podtrzymuje na duchu to nadzieja, że wszystko się ułoży, że nic nie przepadnie, że będzie tak, jak powinno być. 

KOCHAM CIĘ, T.

13.07.

Znalazłam dziś moje stare pamiętniki sprzed 10-13 lat. Nawet jako 12-letnie dziecko byłam już ciągle smutna. Raniona przez ludzi. Osamotniona i zagubiona.

Nic nie bierze się znikąd.

Taka byłam i taka jestem. Czy taka też będę?

07.07.

Bez wiary, że każde cierpienie jest po coś, zwariowałabym już dawno.

Dzisiaj wiem (i to zawdzięczam przede wszystkim Mojej Przyjaciółce Ani), że cierpienie to jedna z najpiękniejszych form modlitwy. Nie musi być dobrze, nie musi być szczęśliwych scenariuszy, ale musi być wiara, która pomaga, gdy już nic innego nie pomaga.

Dziękuję.