03.04.

Dlaczego boli tak bardzo?

Właściwie czym jest to, co tak bardzo boli?

Czasami wykazuję przejawy powrotu do świata żywych, ale nie ma w tym ani trochę życia. Śmiać się potrafi także lalka na baterie, a merdać ogonem z radości piesek interaktywny. Tylko, że w środku te zabawki nie czują nic, bo nie żyją. Ja też czuję się, jakbym nie żyła. Jakby ten cały mój świat kręcił się poza mną.

Kolokwium z biochemii napisałam na 86%. Powinnam być z siebie dumna, a jaka jestem?

Najgorsza.

29.03.

Dzisiaj ogromny postęp polegający na tym, że postanowiłam, że pójdę jutro odrobić wtorkową fizjologię z inną grupą. Wow, serio? Tak. Obym tylko zdołała wstać na tę 8 :)

Nauka dziś szła baaaaaardzo powoli. Wydajność spadła mi koszmarnie w ostatnim czasie, ale dobrze, że jest jakakolwiek.

Ja się z tego wygrzebię. Już niedługo… Muszę. I to jak najszybciej. Medycyna nie poczeka. 

28.03.

Czuję się taka samotna pod tym kloszem, pod którym zamyka mnie depresja. Nie da się stąd wyjść i nie da się nie odczuwać tutaj samotności.

Odczuwam ogromny strach przed śmiercią i wszędzie ją czuję. Śmierć w różnej ilości śni mi się po nocach, czuję ją w zapachach perfum ludzi, których mijam na ulicy i dopatruję się jej nadejścia w moim pulsującym bólu głowy.

To się kiedyś skończy. Najgorsze minie i będzie lepiej tak, jak to bywało za każdym razem, gdy ona wracała. Wróci dawna ja. Musi wrócić. Taka, jaka jestem teraz, nie żyję tylko istnieję. Ja chcę żyć…

23.03.

Bywałam w ostatnim czasie mniej lub bardziej smutna. Z różnych powodów.

Ale już dawno nie czułam takiej pustki, jaką czuję teraz. Pustka nie ma powodu, bo pustka jest niczym, a jednocześnie czymś… jakby głazem leżącym mi na płucach.

To jest niesamowite, jak ta choroba zmienia mnie o 180 stopni. Jak czyni mój śmiech jedynie zbiorem dźwięków wydobywających się z krtani, bez żadnego emocjonalnego podłoża. Jak zabiera motywację i chęć do spełniania moich największych marzeń. Jednocześnie to ona daje mi „siłę”, aby udawać przed wszystkimi, że jest w porządku, bo przecież tego nikt nie rozumie i nie zrozumie, a robienie z siebie ofiary nigdy nikomu nie wyszło na dobre.

Wiem co oznacza jej powrót. Nie wiem kogo nadejścia boję się bardziej: jej czy śmierci…

Tydzień nie przyjmowałam leków i upadłam nie na żarty, ale na serio. Czy ja kiedykolwiek odstawię ten chemiczny syf?

21.03.

Pomimo moich starań, aby wmówić sobie, że wszystko po mnie spływa, jak po kaczce, stało się zupełnie odwrotnie – to wszystko we mnie wsiąknęło i zrobiło mnie taką ciężką, jak ciężka jest nasączona wodą gąbka.

Wzięłam sobie „urlop” na studiach. Na czym on polega? Niestety nie na tym, że spokojnie odpoczywam, ale na tym, że chociaż wstaję z łóżka, bo wiem, że nie będę dziś musiała nigdzie iść, nikt mnie nie będzie pytał, gnębił, poniżał, wyśmiewał. Teraz czuję się tak koszmarnie, że bez tej świadomości „wolnego” dnia nie wstałabym wcale. Zwolnienie lekarskie zadziałało w tym przypadku lepiej niż jakikolwiek lek na uspokojenie.

To już przekroczyło granice „zdrowego” dołka, w który czasem wpada każdy człowiek. Muszę się jakoś podnieść i to szybko, żeby mieć do czego wracać.

Tylko jak to zrobić?

16.03.

„Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.”

Nastał czas ciemnej doliny.

Wraz z nią wróciła największa bolączka mojego związku.

Wraz z nią nadszedł zupełny brak przygotowania na jutrzejsze zajęcia.

I Ania, jak zwykle, odezwała się akurat w ten dzień, gdy zaczyna się sypać. Jak ona to robi?

26.02.

Jeszcze nigdy nie byłam tak zestresowana na tych studiach, jak teraz. Na razie jakoś się trzymam. Siedzę w książkach, ile tylko daję radę, aby sprostać wymaganiom. 

Nie wiem, czy wytrzymam cały semestr i boję się, że w końcu doznam takiego spadku formy, że nie będę miała siły wstawać z łóżka (przerabiane wielokrotnie…). Wiadomo, co by to oznaczało dla moich studiów. 

Kolejna pani dr powiedziała mi wprost, że podjęłam złą decyzję wchodząc ponownie na ścieżkę, która ewidentnie jest prostą drogą do nawrotu choroby. Te słowa mnie paradoksalnie napędziły do działania, żeby walczyć i nie dać się temu choróbsku, ale jednocześnie czuję, jak z każdym dniem gasnę w środku, choć staram się trzymać mocno z zewnątrz. 

Musi być dobrze… 

11.01.

Za każdym razem, gdy ona się odzywa, wraca silniejsza i głodniejsza – mojej apatii i moich upadków. Który to już raz? Nikt by tego nie zliczył. 

Moje życie ostatnio jej sprzyja. Ma się czym odżywiać, ma skąd brać siłę. 

Za to ja nie mam siły już prawie wcale. 

W grupie nie gadam już z nikim, bo udawanie przed wszystkimi, że jest ok, męczy mnie, jak nic innego. 

Tylko u siebie czuję się bezpiecznie, a wszystkie inne miejsca napawają mnie lękiem. 

Chyba chciałabym umrzeć, a jednocześnie śmierci boję się najbardziej na świecie.

Do niczego się nie nadaję.

05.01.

Od kilku dni jestem już w biegu. Rozpoczął się maraton końca semestru i potrwa przez najbliższe tygodnie.

Miewam lepsze i gorsze chwile, ale mimo wszystko, mimo tego pośpiechu, nerwów, ogromu nauki – czuję spokój. 

I to jest najważniejsze. Żebym miała spokój. Żebym czuła się bezpiecznie bez względu na to, co dzieje się wokół mnie. 

Ten spokój to dar od Boga, wiem to na pewno. 

16.12.

Niby teraz śpisz obok mnie, ale tak naprawdę nie odczuwam, że tutaj jesteś. Nie odczuwam, bo popadłam w zupełną obojętność wobec Twojej osoby.

Pierwszy raz zraniłeś mnie tak koszmarnie mocno, że gdy obudziłam się dziś rano, to zastanawiałam się, czy to był sen czy zdarzyło się to naprawdę. 

Po pierwsze, nie potrafię zrozumieć, dlaczego powiedziałeś mi taką rzecz przez telefon wiedząc, że od kilku dni jestem w strasznym stanie, że nie chodzę na zajęcia i nie wstaję z łóżka. Jedyny powód, jaki widzę, to taki, aby udowodnić mi, że to TY miałeś rację, ale to akurat działa na Twoją niekorzyść. 

Po drugie, gdyby nie telefon Mojej Mamy, to nawet byś do mnie nie przyjechał, mimo, że miałeś cały dzień wolny. Przyjechałeś po jej telefonie, żeby mnie „ogarnąć”, a doprowadziłeś mnie do jeszcze gorszego stanu i do teraz nie usłyszałam nawet jednego głupiego „przepraszam”. Potem jeszcze miałes pretensje, że kazałam Ci wyjść z mojego mieszkania. 

Po trzecie, byłam chyba dla Ciebie za dobra do tej pory, bo tolerowałam wszystko, pomagałam we wszystkim, oddawałam cząstki siebie dla Ciebie, i teraz najważniejsze: POMIMO DEPRESJI, KTÓRA I TAK ODBIERA MI SIŁY. Ty natomiast nie potrafiłeś wyjść poza swoje ograniczenia i udowodniłeś po raz kolejny, że zdanie mamusi to dla Ciebie drugi dekalog. Tak, tak, będziesz zaprzeczał, bo to przecież wstyd się do czegoś takiego przyznać, ale znam Cię już 1,5 roku i potrafię wyciągać wnioski. 

Swoją drogą też bardzo budujące dla mnie jest to, że gdy chodziło o poprzednią dziewczynę, to potrafiłeś zrobić coś wbrew ich zdaniu, a jeśli chodzi o mnie… to wiadomo.

Wczorajsza sytuacja stworzyła między nami ogromny dystans, a na pewno z mojej strony. 

Jeśli się kogoś naprawdę kocha, to mu się nie robi takich rzeczy.

Mówisz, że mi pomagasz z depresją, tak? Owszem, pomagasz nieraz i to bardzo (za co Ci oczywiście dziękuję), ale w ten sposób, że po prostu jesteś, że mnie rozśmieszasz swoimi żartami, że się wygłupiasz i błaznujesz. Ile razy pomogłeś mi poświęcając coś dla mnie? 

Nie chcę już żadnych oświadczyn, żeby potem słuchać, że ktoś Cię zmusił do tego. 

Nawet nie wyobrażasz sobie, jak daleko od Ciebie teraz jestem. Nie wiem kiedy wrócę. 

14.12.

Pierwsza nieobecność na anatomii zaliczona. 

Jestem już w swoim świecie, odizolowana od wszystkich. 

Mama dzisiaj mnie zapytała: ‚A ciebie jeszcze w ogóle cieszy to, że tak dobrze ci idzie z anatomii?’ i wtedy dotarło do mnie, że ostatni raz cieszyłam się z dobrego wyniku ponad miesiąc temu. 

Dzieje się dokładnie to samo, co działo się za każdym razem, gdy choroba wracała na dłużej. 

Jeśli skończy się tak, jak kończyło się wcześniej, to będzie Magik…